Strużka potu spływała po szyi Jacka przyprawiając chłopaka o dreszcze. Z całych sił pilnował się by nie zdradzić swojej kryjówki bo wiedział, że jeśli się poruszy i chłop ich zauważy, koledzy go zabiją. Wraz z kompanią siedział właśnie w krzakach przy drodze nasłuchując. Każdego z nich wszystko już bolało od leżenia w powyginanych pozycjach. W końcu – zadźwięczał silnik ciągnika. Marek, przywódca grupy, dał znak. Ruszyli.

Strużka potu spływała po szyi Jacka przyprawiając chłopaka o dreszcze. Z całych sił pilnował się by nie zdradzić swojej kryjówki bo wiedział, że jeśli się poruszy i chłop ich zauważy, koledzy go zabiją. Wraz z kompanią siedział właśnie w krzakach przy drodze nasłuchując. Każdego z nich wszystko już bolało od leżenia w powyginanych pozycjach. W końcu – zadźwięczał silnik ciągnika. Marek, przywódca grupy, dał znak. Ruszyli.

Wszyscy wiedzieli co robić. Marek i Adam wskoczyli na jabłonie i zaczęli zrywać jabłka. Bartek stał pod nimi z otwartym plecakiem i zbierał to co chłopaki zrzucili z góry. Jacek za to, jako nowy w grupie, musiał się wykazać więc dostał najważniejsze zadanie. Siedział teraz okrakiem na płocie i wypatrywał czy chłop nie wraca po coś do sadu. Nie chciał dać plamy więc wgapiał się w drogę prawie nie mrugając. Aż bolały go oczy. Zerkał tylko w stronę chłopaków ile jabłek udało im się zebrać. W końcu, rzucił do chłopaków:
– Chłop…chłop…chłop…
Adam momentalnie zeskoczył z drzewa zabierając ze sobą kilka mniejszych gałęzi. Marek pomógł Bartkowi domknąć plecak i już kilka sekund później przeskakiwali przez płot zabierając Jacka ze sobą. Pobiegli nad rzekę gdzie zadowoleni z siebie zajęli się rozdzielaniem łupu.

Atmosfera była wesoła, chłopaki żartowali z siebie nawzajem.
– Jacek, ale po coś ty krzyczał „Chłop! Chłop!”? Przecież kiedy przebiegaliśmy przez drogę nie było go ani słychać ani widać, nic!
– Chłop…chłop…chłop…aki. Ja tylko jedno jab…jab…jabłko od was chciałem.

Wszyscy wiedzieli co robić. Marek i Adam wskoczyli na jabłonie i zaczęli zrywać jabłka. Bartek stał pod nimi z otwartym plecakiem i zbierał to co chłopaki zrzucili z góry. Jacek za to, jako nowy w grupie, musiał się wykazać więc dostał najważniejsze zadanie. Siedział teraz okrakiem na płocie i wypatrywał czy chłop nie wraca po coś do sadu. Nie chciał dać plamy więc wgapiał się w drogę prawie nie mrugając. Aż bolały go oczy. Zerkał tylko w stronę chłopaków ile jabłek udało im się zebrać. W końcu, rzucił do chłopaków:
– Chłop…chłop…chłop…
Adam momentalnie zeskoczył z drzewa zabierając ze sobą kilka mniejszych gałęzi. Marek pomógł Bartkowi domknąć plecak i już kilka sekund później przeskakiwali przez płot zabierając Jacka ze sobą. Pobiegli nad rzekę gdzie zadowoleni z siebie zajęli się rozdzielaniem łupu.

Atmosfera była wesoła, chłopaki żartowali z siebie nawzajem.
– Jacek, ale po coś ty krzyczał „Chłop! Chłop!”? Przecież kiedy przebiegaliśmy przez drogę nie było go ani słychać ani widać, nic!
– Chłop…chłop…chłop…aki. Ja tylko jedno jab…jab…jabłko od was chciałem.

Leave Comment

Back to top