Robię kupe oglądając ładnych ludzi na Instagramie. Powoli zaczynają drętwieć mi nogi więc w końcu wstaje. Osz kur zapiał, no nie dam rady! Wojownik się nie poddaje więc podchodzę do wyzwania drugi raz i w końcu osiągam sukces. Dumny z siebie patrzę w lustro. Jest 11:30 a ja pracując od 7 zdążyłem zrobić sobie herbatę, sprawdzić maila, zjeść obiad no i…wiadomo. Witamy w dorosłym życiu.

Wybija 12 i tym samym połowę czasu pracy mam już za sobą. Wzywa mnie do siebie przełożona i w sumie się ciesze bo głupio tak cały dzień grać w Hearthstone’a. Czekam więc na okazję wykazania swej gotowości do pracy a wtem:

 – Panie Karolu, w Grudniu musi Pan wziąć 4 dni urlopu. Kadry przemówiły.

 – Kadry każą, sługa musi.

Myślę sobie, że mogę z tym żyć.

W końcu! O 14 dostaje zadanie bojowe; mam odebrać pocztę z poczty. Nie trzeba mi powtarzać dwa razy dlatego szybko zakładam kurtkę i wychodzę! Już na poczcie staję w krótkiej kolejce. Po pewnym czasie do budynku wchodzi starsza pani o lasce a ja gestem pokazuje, że zapraszam przed siebie do kolejki. Pani na to zaczyna kłaniać mi się do ziemi jakbym jej przynajmniej wnuka ułaskawił. To nie ja proszę pani – chcę powiedzieć – to nasz prezydent. Nie mam niestety na to szans bo starsza Pani zaczyna recytować wiersze pochwalne na moją cześć.

Zauważam okazję. Moja nowa groupie robi pauzę na złapanie oddechu. Zrywam się do ataku niczym tygrys czy ryś jakiś leśny:

– Szanowna pani, proszę nie dziękować. Ja jestem w pracy, mi się nie spieszy.

I w ten sposób, rozumiecie, obudziłem demona. Przez okno widzę jak słońce przykrywają ciemne chmury a w pomieszczeniu czuć zauważalny chłód. Zdaję sobie sprawę, że oprócz mnie i starszej Pani nie ma nikogo w pomieszczeniu. Obsługa poczty też gdzieś wyszła, bo przerwa. Oczywiście w momencie gdy starszej pani wyrosły kły na pięć metrów. Tak zginę – myślę sobie – jak młody kwiat ścięty gdy najpiękniej kwitnie.

– A już myślałam, że z pana taki miły młody człowiek, a tu zwykły leń! Za moich czasów ludzie szanowali swoją pracę! Każdy pracował za trzech, byle tylko z roboty nie wyrzucili! A teraz…a teraz to takie obiboki jak pan…

Wykład oczywiście ciągnie się dalej ale wy znajcie łaskę pana, daruje wam. Kątem oka udaje mi się zauważyć wracającą z przerwy panią pocztową(jak się nazywają panie pracujące na poczcie? Poczcice? Poczciwczynie?) Pani na poczcie godzi się mnie obsłużyć ale widzę wyraźnie, że szuka sposobu by dać wyraz swojemu niezadowoleniu. Starsza pani dalej gada, a procesor pani pocztowej pracuje na najwyższych obrotach. No co by tu powiedzieć, żeby cham wiedział. Tu jest Polska pracująca, tu się takich leni nie toleruje. I jeszcze przed starszą kobietę się wciska.

Biorę co swoje i jak najszybciej wychodzę z budynku. O mój dobry Boże, przygód na cały dzień. Wracam do biura cały roztrzęsiony(choć nie bardzo). Szczerze(chociaż nie do końca), nie wiem jak w takim stanie miałbym dalej pracować. Biorę więc plecak i wychodzę z pracy trochę wcześniej. No co zrobisz jak nic nie zrobisz.

Leave Comment

Back to top