Jorge, ty świnio. Ty spasiona, nieudana imitacjo wojownika. To ja jestem mistrzem i niedługo dowiesz się jak bardzo skrzywdzili cię ludzie wrzucając do klatki ze mną. Ja jestem bestią. Ja jestem potworem który od tej pory będzie budził cię w nocy. Ja jestem tym który zabrania ci snuć jakiekolwiek plany na przyszłość. Ty nie masz przyszłości. Nie po tym co ci dzisiaj zrobię.

Wiem o czym myślałeś przyjmując tę walkę. Jimmy Macdonley właśnie zrobił ze mnie bogatego skurwysyna. Kochanie, zakładaj czerwone majteczki! Świętujemy bo gdy Macdonley zdecydował się obić mi ryj jednocześnie wyciągnął nas z gówna jakim dotychczas było nasze życie.

Ale już za chwile przekonasz się ile będziesz musiał za to zapłacić. Do swojego zasranego końca będziesz żył ze świadomością, że jesteś słaby i wszystko co udało ci się osiągnąć, dostałeś ode mnie. Nie masz bladego pojęcia co to znaczy być prawdziwym wojownikiem. Co to znaczy położyć na szali wszystko czym się jest. Swoją dumę, swoją pasję, swoje umiejętności.

– Pięć minut Jimmy – słyszę gdzieś z oddali głos trenera.

Spokojnie staje na nogi i pozwalam dreszczom przebiec po odsłoniętych plecach. Na gołych stopach czuję chłód posadzki. Po szatni krząta się jeszcze trener i kilku asystentów. Stawiam prawą nogę z przodu, tak by mieć przeciwnika w pozycji zamkniętej. Przerzucam ciężar ciała to z przedniej, to z tylnej nogi. Wzrok wbijam przed siebie, w drzwi od szatni. Liczy się tylko moje tempo. W jednej chwili całe otoczenie znika a ja wyobrażam sobie siebie w oktagonie. Przed sobą widzę chodzącego trupa.

Dobra, wiesz co robić. Koleś jest szybki ale nie tak jak ty Jimmy. Będzie próbował zejść do parteru ale nie pozwolisz mu na to. Wiesz jak sobie z tym poradzić i doskonale zdajesz sobie sprawę ze swojej dominacji w stójce. Wiesz jaki jest plan. Spokojnie poczekasz na okazję bo z każdą rundą jesteś bliżej zwycięstwa. On nigdy nie przetrwał całego dystansu. Zmęczysz go i jest twój.

– Jimmy? – do szatni ściąga mnie głos trenera.

– Hm?

– Zabij.

Leave Comment

Back to top